środa, 15 listopada 2017

Orient Express w Belgradzie

Orient Express jest do dzisiaj synonimem luksusowej podróży w dobrym stylu. W czasach, kiedy życie toczyło się wolniej, bogaci podróżnicy pokonywali trasę z Paryża do Istambułu w komfortowych wagonach, jadali wspaniałe dania w pełnym przepychu wagonie restauracyjnym i byli pod opeką specjalnie dobranej obsługi.

Ten najbardziej znany pociąg, przez kilkadziesiąt lat przewoził sławnych i mniej sławnych pasażerów, a czasy jego świetności przypadają na lata 40-te XX wieku. Podróżowali nim królowie, dyplomaci, aktorzy ale i szpiedzy jak Mata Hari.

 W swojej historii pociąg miał kilka tras, a jedna z nich wiodła przez Belgrad.





Dzisiejsza stolica Serbii była ważnym punktem na trasie Orient Expressu i to zarówno w rzeczywistości jak i w fikcyjnych historiach przeniesionych na papier lub płótno filmowe, dla których pociąg był inspiracją.

Agata Christie podróżowała słynnym pociągiem w 1928 roku i tam spotkała króla Aleksandra Karađorđevića, który też był jednym z pasażerów.  Kilka miesięcy później, na drodze z Istambułu, pociąg utknął w zamieci śnieżnej, co zainspirowało pisarkę do napisania "Morderstwa w Orient Expresie", jednej z najbardziej znanych powieści detektywistycznych. Jej akcja rozgrywa się w pociągu, który chwilowo zastał uwięziony w zaspie gdzieś pomiędzy Belgradem a Zagrzebiem.





Pociąg, nie bez powodu, był nazywany "pociągiem królów". Gościł wiele koronowanych głów jak grecki król Jerzy, angielscy Edward VII i Edward VIII, szwedzki Gustaw, bułgarski Ferdynand i jego następca Borys. Ten ostatni szczególnie lubił kierować lokomotywą, a uważał, że ma do tego pełne prawo, przynajmniej na terenie swojego kraju, i dlatego też często to czynił. 


Jeżeli dzisiaj przyjedziemy do Belgradu pociągiem, to wysiądziemy na tej samej stacji, na której od końca 19. wieku zatrzymywał się słynny pociąg. Została ona zbudowana w 1884 roku, o czym informuje nas stosowny napis na bydynku głównym. 




Obecnie dworzec jest zaniedbany i możemy się jedynie domyślać jak wyglądał w okresie swojej świetności. W czasie, kiedy go zbudowano był to reprezentacyjny budynek, wzorowany na dworcach największtch stolic europejskich. Miał on świadczyć o szybkim rozwoju młodego Królestwa Serbii, nie tak dawno wyzwolonego spod wielowiekowego panowania tureckiego.

 W tym samym roku oddano do użytku drogę kolejową, która powiązywała Belgrad z południem kraju i została zbudowana zgodnie z postanowieniami Traktatu Berlińskiego. Takiego zapisu w samym dokumencie domagały  się Austro-Węgry, aby zapewnić szybki i wygodny transport swoich towarów na południe Europy.





Po II wojnie światowej pociąg starcił swoje znaczenie i nie był już tak luksusowy, a trasa była kilkakrotnie skracana. W latach 70-tych przestał kursować przez Jugosławię.

środa, 16 sierpnia 2017

Jak powstaje najlepsza serbska rakija?



Rakija to alkohol wypędzony z owoców Można go zrobić z prawie każdego rodzaju owoców.. Słyszałam opowieści o sprytnych Serbach niegdyś mieszkających w Libii i pędzących rakiję z bananów czy daktyli :) Wszystko pięknie, ale dla mnie klasyczną i jednocześnie najlepszą wersją rakiji jest śliwkowa - šljivovica.




Rakiję śliwkową pędzi się po zakończeniu procesu fermentacji owoców. Po zbiorze, śliwki są składowane w specjalnych pojemnikach i zostają w nich do zakończenia fermentacji. 

Szczęśliwe owoce, które trafią do rakii, powinny być dojrzałe, ale nie przejrzałe i oczywiście nieuszkodzone. Po zbiorze powinny jeszcze trochę poleżeć i delikatnie się zmarszczyć. Wtedy mają największy procent cukru, od którego zależy ile rakii otrzymamy.

Naczynia ze śliwkami powinny znajdować się w zacienionym miejscu o umiarkowanej temperaturze. Niestety to nie zawsze jest wykonalne ze względu na warunki pogodowe.

Sam proces fermentacji odbywa się z udziałem drożdży, które w przypadku śliwek znajdują się na skórce i nie ma potrzeby ich dodawania. Idealnie by było gdyby śliwki zostały wydrylowane, ale to w przypadku rakii śliwowicy robi mało kto, bo jest to proces żmudny i czasochłonny.

Śliwki serbskie mają tyle cukru, że nie dosypuje się go dodatkowo. Nie dolewa się też wody.

Należy kontrolować zachodzącą fermentację i w odpowiednim momencie przerwać ją, czy to zamykając hermetycznie np. folią czy też przystąpić do pędzenia.

Pędzenie to już najprzyjemniejsza czynność :)

Potrzebny jest odpowiedni sprzęt (kazan), najczęściej jest on miedziany, o różnej pojemności. W Serbii pędzenie rakii na swoje potrzeby jest jak najbardziej legalne i na rynku jest szeroka oferta kotłów do tego.



Można wybrać również rodzaj paliwa używanego do ogrzewania kotła, czy to na gaz, prąd czy na drewno. Oczywiście znawcy twierdzą, że jedyny słuszny jest na drewno. 


Sprzęt składa się z paleniska, nad którym jest umieszczona miedziana misa z przefermentowanymi owocami. 


W poniższym wypadku to śliwki mirabelki, pędzone na początku sierpnia, kiedy jeszcze inne odmiany dojrzewają.


Misa jest zamknięta kopułą, również miedzianą, połaczoną rurką z beczką do chłodzenia (tabarka).


Nasza kopuła ma kształt ufa ale są też bardziej konwencjonalne.



Na wylocie z chłodnicy mierzy się moc rakii.


Po pierwszej destylacji otrzymujemy płyn o zawartości alkoholu około 33% i jest to tzw. meka rakjia (miękka rakija), która musi być jeszcze raz przedestylowana. Po powtórnym procesie otrzymujemy rakię o mocy około 40-45%.

Taka rakija jeszcze nie jest gotowa do spożycia. Musi poleżeć, najlepiej w drewnianej beczce, przez trzy miesiące. A potem prezentuje się tak:


Pędzenie rakii to jak najbardziej praca zespołowa i przy tej okazji pozdrawiam wszystkich naszych przyjaciół z Polski, którzy dzielnie, rokrocznie uczestniczą w tym procesie :)

środa, 2 sierpnia 2017

Viminacium - rzymskie miasto i obóz wojskowy

Około stu kilometrów od Belgradu znajdują się pozostałości dawnego miasta Viminacium, stolicy rzymskiej prowincji Górna Mezja (Moesia Superior) a w okresie późnego antyku Mezji I (Moesia Prima).







Dzisiaj na tym olbrzymim obszarze, bo ok. 450 hektarów, przedmioty z czasów Imperium Rzymskiego pokryte są ziemią orną. Cały sztab badaczy: archeologów, matematyków, elektroinżynierów, geofizyków, geologów, naukowców zajmujących się trójwymiarowym modelowaniem i innych, pracuje na tym terenie już od kilkadziesięciu lat. Ich celem jest odkrycie ulic, placów, świątyń, domów, teatru i hipodromu i pokazanie ich szerszej publiczności. Dzisiaj, dzięki tej ciężkiej pracy, możemy już oglądać część tego miasta. Jednocześnie dzięki współczesnej technologii wiemy co jeszcze znajduje się ukryte pod ziemią.



Viminacium leżało blisko granicy Imperium Rzymskiego, a zostało zbudowane na ziemiach należących do plemienia Skordysków. Powstało najpierw jako obóz legionistów a potem obok obozu powastawało cywilne miasto. 

Miasto jest wspominane w kronikach czołowych rzymskich kronikarzy ale i Geografii Ptolomeusza. W czasach świetności w obozie stacjonowało 6 tysięcy żołnierzy, a w mieście mieszkało około 40 tysięcy ludzi. Na rozwój miasta bez wątpienia wpływało pograniczne położenie, bliskość dużej rzeki Dunaj ale też bogate w rudy i inne surowce pobliskie tereny. Tu prawdopodobnie zmarł cesarz Hostylian, a niektórzy naukowcy to właśnie jego osobę łączą z okazałym mauzoleum odnalezionym w Viminacium. 
Przez Viminacium przechodziły wojska i nie było ani jednego cesarza, który by nie odwiedził tego bogatego miasta. Jego rozwój i świetność trwała przez sześć wieków. Rzymskie Viminacium zostało zniszczone przez Hunów w V w. 

Dzisiaj odwiedzając Viminacium zobaczymy:

mauzoleum i nekropolie





termy






Domus Scientiarum - rekonstrukcja rzymskiej willi, w której dzisiaj znajduje się muzeum, sala kongresowa, gabinety dydaktyczne, hotel i restauracja z potrawami w epoki.





częściowo odrestaurowany amfiteatr


makieta miasta, zrobioma na podstawie dotychczasowych badań



sala z popiersiami rzymskich imperatorów 




Oprócz miasta Viminacium można obejrzeć bardzo ciekawe znalezisko a mianowicie szkielet mamuta stepowego, którego wiek szacuje się na około milion lat i należy do najstawszych na świecie.  Naukowcy nadali mu dźwięczne imię Vika. Odkrycia dokonano w 2009 roku a trzy lata później natrafiono na szczątki innych, nieco młodszych mamutów. Dzisiaj wszystkie szkielety są eksponowane w specjalnej sali zapewniającej odpowiednie warunki.





Park archeologiczny otwarty jest każdego dnia oprócz 1 stycznia.

Godziny pracy:
styczeń - luty 9.00-16.00
marzec 9.00-17.00
kwiecień 9.00-18.00
maj - wrzesień 9.00-19.00
październik 9.00-17.00
listopad - grudzień 9.00-16.00

Cena biletu: 500 dinarów, dzieci do 10 lat bespłatnie, od 10 lat 300 dinarów, bilet rodzinny - rodzice z dziećmi młodszymi niż 10 lat - 1000 din. Dzisiejszy kurs 1 euro to 120 dinarów.

Na zwiedzanie trzeba przeznaczyć minimum 2 godziny i może ono odbywać się tylko z lokalnym przewodnikiem.




środa, 26 lipca 2017

Ochryda - czyli przewodnik na wakacjach

W tym roku odpoczywałam w satarożytnym mieście Lychnidos, czyli w Ochrydzie, w Macedonii. To pieknie położone na brzegu jeziora Ochrydzkiego niewielkie miasto.



Ochryda to jedno z najstarszych miast Europy. UNESCO uznało ją za część światowego dziedzictwa i jako jedno z nielicznych jednocześnie jest pomnikiem kultury i przyrody.



Miasto leży na brzegu jeziora tektonicznego, najstarszego w Europie, które nie ulegało zmianom od 3 milionów lat. Tu trzeba dodać, że jeziora mają zwykle około 100 tys. lat.




W odmętach jeziora żyje 200 gatunków endemicznych roślin, zwierząt, alg i małży. W tym 17 gatunków endemicznych ryb, a wsród nich dwa gatunki pstrąga, które nie występują nigdzie indziej na świecie.



Jezioro ma głębokość 286 metrów a woda jest krystalicznie czysta do głębokości 22 metrów, co daje niesamowite wrażenie.



W Ochrydzie podziwiałam wspaniałe cerkwie, których kidyś było tutaj podobno 365. Do dzisiaj pozostały zachowane m.in. Katedra św. Zofii z freskami z XI wieku, która była katedrą bułgarskich arcybiskupów Ochrydy a jej wizerunek zdobi banknot 1000 denarowy.


Na wzgórzu Plaošnik znajduje się cerkiew św. Klimenta i Pantelejmona, a właściwie jej replika. Według legendy  starą cerkiew na tym samym miejscu w 863 roku zbudował św. Kliment Ochrydzki, uczeń św. Cyryla i Metodego i później został w niej pochowany. W dzisiejszej cerkwii można zobaczyć ten grób i katakumby pod budynkiem. Obok cerkwii istniał i monaster, który jest uznawany za pierwszy słowiański uniwersytet. Współcześnie odbudowywane są budynki monasteru z zamiarem odnowienia działalności edukacyjnej i badawczej, która ma tu tak długą tradycję.



Nad miastem znajduje się olbrzymia Twierdza Cara Samuela pochodząca z XI wieku. Do dziś zachowały się wieże i mury, po których można spacerować i skąd roztacza się wspaniały widok.



Ochryda mnie zachwyciła i to zarówno ogromną ilością starych, historycznych budynków, na które natykałam się na każdym kroku, ale też gościnnością ludzi, pięknymi widokami i przystępnymi cenami. Mimo, że w ostatnich latach ilość turystów stale wzrasta, w tym znaczący udział mają Polacy, nie czułam się "naciągana", bo jestem turystką.

W tym wpisie opisałam tylko kilka atrakcji turystycznych, bo sama tylko lekko "liznęłam" Ochrydę. Postanowiłam tu wrócić niebawem :)

Godna polecenia jest jeszcze pracownia wykonująca papier starą techniką, gdzie miły pan pokazuje cały proces ręcznej produkcji i dobrze mówi po polsku. Pracownia położona jest tuż obok Muzeum Narodowego, które niestety w czasie mojego pobytu było w remoncie.

Mieszkałam u miłego pana Petra:
apartament Damjan
polecam.

poniedziałek, 19 czerwca 2017

Targowisko Zeleni Venac Belgrad

Miejskie targowisko to najlepsze miejsce żeby zobaczyć prawdziwe życie miasta. Dlatego zawsze w moim planie zwiedzania obcych miast znajduje się rynek warzywny. W Belgradzie robię zakupy na rynku Zeleni Venac - Zielony Wieniec, w samym centrum miasta.



Na targowisku można spotkać ludzi z najróżniejszych warstw społecznych. Największy ruch jest w soboty i niedziele i wtedy można tu zobaczyć kupujących profesorów, aktorów, robotników, gospodynie domowe, młode mamy, stare babcie, wegetarian szukających zdrowych produktów i zapracowane w tygodniu panie z okienka w banku. Wszyscy jesteśmy wtedy klientami poszukującymi słodkich owoców dojrzewających w słońcu i warzyw z okolicznych wsi.






Klienci, kupujący od lat na konkretnym rynku, mają zazwyczaj swoich ulubionych sprzedawców i co tydzień właśnie tam kupują konkretne produkty. Z czasem nawiązują się bardzo osobiste stosunki między kupującym i sprzedającym, wymieniane są opinie na temat polityki, sportu ale też pyta się o zdrowie i sukcesy dzieci. Często sprzedający znają swoich klientów z imienia.






Sprzedający dzielą się na producentów i "drugą rękę" czyli handlowców. Producenci mają na swoim stoisku mniejszy wybór warzyw czy owoców, ale sami je wyhodowali i są to zwykle produkty sezonowe. Handlowcy mają większy wybór produktów, w tym warzywa egzotyczne.







Na belgradzkich rynkach, których jest wiele, oprócz warzyw i owoców znajdziemy rybę świeżą i zamrożoną, mięso, wędliny, sery, pieczywo, zioła, herbaty ziołowe, rakiję, mąkę mieloną w młynie, grzyby, miód z pasieki, wyroby rzemieślnicze itd.






Zazwyczaj wszystkich produktów można spróbować, dotknąć. Jest to ważne, bo pozwala upewnić się co do jakości i świeżości produktów. Czasami można się targować.






Rynki są otwarte od 6.00 do 19.00 ale największy wybór towarów jest między 8.00 a 14.00.

Poniżej link do belgradzkich rynków